eyes-730750_1280

Ornitolog nie potrafi fruwać


Uśmiechnięty onkolog?

To brzmi niewiarygodnie i podejrzanie.

Doktor Olga Rutynowska, miejsce pracy – Klinika Onkologii w Centrum Zdrowia Dziecka jest pogodnym człowiekiem. Na pytanie, czy miała taki moment w karierze, że powiedziała „Nie, nie dam więcej rady”, odpowiedziała:

Miałam taki moment, kiedy powiedziałam Panu Bogu, że jeżeli to dziecko umrze, to przestaję pracować. Jego matka przyszła do mnie kiedyś, to była zima. Pamiętam, bo zdejmowałam właśnie kozaki w pokoju lekarskim. Ona weszła i powiedziała: „Pani doktor, pół Podkarpacia modli się za panią”. Zapytałam: „Dlaczego za mnie, a nie za syna?” Odpowiedziała tylko: „Żeby pani dobrze myślała”, odwróciła się i wyszła. Ten chłopiec był bardzo chory. Jego leczenie to była seria niepowodzeń. Co nie zrobiliśmy, to było źle. U innych dzieci z takim samym rozpoznaniem wszystko szło zawsze dobrze, a u niego cały czas pod górę. Nie działało nic. Powiedziałam więc: „Panie Boże, jak on umrze, to znaczy że ja mam zostawić ten zawód. Wszystko jedno, rób jak uważasz, ale jak umrze, to ja kończę pracę.”
(…) Miałam poczucie ogromnej bezradności.(…) On był na OIOM-ie ileś razy, umierał, poważne zakażenie, ja naprawdę myślałam, że to jest absolutnie przegrana walka. Bardzo dużo czytałam, znalazłam eksperymentalną metodę, która mogła być ostatnią deską ratunku, praktycznie w nocy zaprosiłam komisję bioetyczną, żeby wyraziła zgodę na takie postępowanie z pacjentem. Udało się, wszyscy uczestnicy zebrali się nad ranem. Poszłam jeszcze do dziecka zobaczyć co się dzieje i w jakim jest stanie, a mama stojąca przy łóżku mówi do mnie: ”Wie pani, on nie miał dziś w nocy gorączki”. „Jak to nie miał?!” „No nie miał…” Krzesałam z siebie wszystko, co mogłam i nic się nie udawało, a tu nagle, nie wiadomo dlaczego, zaczął zdrowieć. Dziś ten chłopiec jest już dorosłym mężczyzną, dlatego ja pracuję! (śmiech).

Oni po jednej stronie barykady, on po drugiej. Rak. Onkolodzy. Współcześni herosi. Może dzisiejsi męczennicy? Czy też wysłannicy tych strasznych farmaceutycznych koncernów? Kim są tak naprawdę?

Wbici w pychę bogowie współczesności?

Ludzie dotknięci nowotworem patrzą na nich jak na kogoś, w których rękach jest ich życie. To może wbijać w pychę?

Jak jest głupi, to go wbije! Ale życie go potem szybko sprowadza na dół. Nagle okaże się, że coś się nie uda, a cudowne leczenie, jakie obiecywał, wcale takie nie będzie. My musimy mieć dużo pokory, bo nasza wiedza to jest jeszcze bardzo, bardzo mało. (Jerzy Giermek, Centrum Onkologii – Instytut im. Marii Skłodowskiej w Warszawie).

Zaskoczenia

Zaskoczeń w ich pracy codziennej nie brakuje, ale…

Wszedłem wieczorem do chłopca z białaczką, który był już w bardzo złym stanie, a nasz główny problem polegał na tym,żeby go utrzymać w łóżku. Był tak sprytny, że przechodził wszystkie barierki. Wszedłem więc na te salę, żeby sprawdzić, czy jest na miejscu, czy znowu nam gdzieś zwiał. Oni tam wtedy z kolegą z łóżka obok rozmawiali o śmierci. Naprawdę, żeby dorośli, którzy się boją śmierci, posłuchali tych chłopców. Oni rozmawiali o tym, jak o czymś naturalnym, że oni umrą, że to wiedzą. Tak mnie ścisnęło wtedy… Zrozumiałem, że nigdy nie mógłbym z dziećmi pracować. Ci chłopcy mówili o tym, że rodzice się martwią, że będzie im ciężko, jak oni umrą. Nie zdawałem sobie sprawy, że dzieci tak dużo rozumieją. (Jerzy Giermek, Centrum Onkologii – Instytut im. Marii Skłodowskiej w Warszawie).

Strome schody

Rozmowa o nadchodzącej zdaniem lekarza śmierci jest w tej pracy najtrudniejszym zadaniem. Tego na studiach medycznych nie ma w programie.

To chyba najtrudniejsze w tej pracy i nie da się wypracować jakiegoś schematu. Wielu naszych pacjentów to ludzie wierzący. Jeżeli nie uświadomimy takiego chorego, jeżeli nie powiemy mu umiejętnie, co się dzieje, to zawsze myślę,że może nie pozamykać swoich spraw tu na ziemi. Takich banalnych. Nie pogodzi się z kimś, nie przeprosi. To są powody, dla których powinien wiedzieć. Często jest jednak tak, że rodziny robią wszystko, żeby nie wiedział. Myślą, że chronią tak bliskiego przed czymś strasznym, przed straszną wiadomością. Tak naprawdę nikt z nas nie wie, czy robiąc tak, pomagają, czy wyrządzają krzywdę. (Bogumiła Czartoryska – Arłukowicz, Białostockie Centrum Onkologii)

Prawdziwa demokracja

Czasami dopada również samych onkologów. Pomagają innym, ale sami zapytani, co by zrobili, gdyby znaleźli się po drugiej stronie barykady, nie wiedzą co by zrobili, nie mówiąc o tym, jakiej reakcji mogliby się spodziewać sami po sobie, gdyby rak zaatakował ich dziecko.

Boi się pan? Pyta dziennikarka. Odpowiedź wszystkich lekarzy: tak!

Chociaż wszyscy zaznaczają, że w dziedzinie leczenia jest bardzo duży postęp i szanse na wyleczenie.

Bada się pan?

W ogóle się nie badam i to jest dramat. (śmiech) Co więcej, mimo że występowały w mojej rodzinie przypadki zachorowań na nowotwór i wiadomo, że powinienem zainteresować się, czy nie mam zwiększonej predyspozycji ze względu na dziedziczne obciążenie, to również tego nie zrobiłem. A sam codziennie pacjentów do tego namawiam. (Dariusz Godlewski, Ośrodek Profilaktyki i Epidemiologii Nowotworów w Poznaniu).

Spotkałem kiedyś idealnego onkologa

Doktor Dariusz Godlewski, Ośrodek Profilaktyki i Epidemiologii Nowotworów w Poznaniu:

Miałem okazję nabywać umiejętności, zdobywać wiedzę przy osobie, specjalistce onkologii, mojej starszej koleżance,która sama miała nowotwór. Wiedziałem, że ona się z tą chorobą zmaga, że był bardzo długi okres remisji, że w pewnym momencie pojawiła się wznowa i że ona sobie z tą wznową poradziła. Doczekała emerytury, a w tej chwili cieszy się pełnym zdrowiem. Ona cały czas pracowała z pacjentkami, które miały ten sam rodzaj choroby. To był nowotwór piersi z przerzutami do układu kostnego po kilku latach. Ona była leczona w tym samym ośrodku, w którym pracowała. W tym samym ośrodku była również napromieniowana w związku z tym przerzutami nie chciała zmiany miejsca pracy albo zmiany grupy pacjentów, którymi się zajmowała. To był dla mnie ideał lekarza.

Żeby nie zwariować

Sposoby sa różne.

To są duże emocje, nie ukrywajmy.

Hoduję psy! Uprawiam z nimi psie sporty.

Boks.

Moje dzieci absorbują totalnie moja uwagę i zapominam o pracy.

Trzeba mieć świadomość, że tak duże emocje musza znaleźć gdzieś ujście, bo inaczej prowadzi to do autodestrukcji.

Pomagają innym, ale sami zapytani, co by zrobili, gdyby znaleźli się po drugiej stronie barykady, nie wiedzą co by zrobili, nie mówiąc o tym, jakiej reakcji mogliby się spodziewać sami po sobie, gdyby rak zaatakował ich dziecko.

Onkolodzy. Pomagają.

Walczą  codziennie na śmierć i życie z inteligentnym, groźnym przeciwnikiem – nowotworem. Ale nie można od nich wymagać, by stali się cudotwórcami. 

Nikt nie może oczekiwać, że ornitolog sam zacznie fruwać.

H. Janik

Tytuł postu zaczerpnięty ze wstępu, autorstwa Adrzeja Komorowskiego, terapeuty i doradcy rodzinnego.

Zdjęcia: Pixabay

Wybrane fragmenty wypowiedzi pochodzą z książki: