Breslau znaczy nostalgia

 

 

Breslau znaczy nostalgia

 

– Po lewej pieseczki, po prawej koteczki?

Dobrze Margarete, już poprawiam!

Meksi w środku, tak?

Pluszaki to dzieci Margarete. Musi mieć je na widoku. W nocy „śpią” u jej boku, w dzień „siedzą” na specjalnym fotelu obok fotela Margarete.

Meksi – ulubiony jamnik pochodził z Breslau. Margarete również. Wszystkie jamniki Margarete nazywały się „Meksi”.

Wygładzam jeszcze delikatnie pościel. Pościel musi być biała. Koszula nocna też. Biały jest opatrunek na uchu. Biały – sięgający do połowy policzka. Pod opatrunkiem kryje się rak. Przesuwa się powolutku od 20 lat.

Rano, na nieskazitelnej bieli pojawią się czerwone plamy krwi.

Vater unser im Himmel… Ojcze Nasz…

Ostatni wieczorny rytuał – czytanie modlitwy.

Margarete przymyka powieki – tabletki nasenne działają szybko.

Zdąży jeszcze powiedzieć:
– Jestem taka wdzięczna! Widzę zielone łąki w Sudetach…

Gute Nacht! Proszę spokojnie zasnąć Margarete!

Breslau. Niederschlesien. Sudeten.

Utracona ojczyzna dzieciństwa i młodości. Verlorene Heimat.    

 

 

– Zobacz kto tam jest!

Za szklanymi drzwiami wiodącymi do ogrodu siedzi kot.

– Czy ty widzisz jaki on jest szary i niezwykły? Daj mu coś jeść.

Bury kocur pojawia się każdego ranka. Przychodzi nie wiadomo skąd i wędruje dalej. Nie ma stałego miejsca zamieszkania, wygląda beztrosko i jest nadzwyczaj rozprzestrzeniony wszerz i wzdłuż.

Mógłby być idealną ilustracją „Bezdomnego kota w społeczeństwie konsumpcyjnym”.

Margarete nie spuszcza go z oka.

Dopiero kiedy kocur znika, mogę jej podać śniadanie.

Talerzyk z mikroskopijnymi kanapeczkami, a na na nich dżem: żółty, wiśniowy, żółty, wiśniowy… Zawsze dwa kontrastowe kolory obok siebie, by tworzyły „kwiatek”.

Śniadanie było dla niej namalowanym obrazem.

Margarete najpierw przygląda się długo zanim sięgnie po kęs.

– Przepięknie!

 

Henryka Janik

 

 

Obraz na czołówce jest autorstwa Margarete. Jamniki były jej ulubionym tematem.
fot. pixabay, Elżbieta Bogusławska-Przybysz