DSC02402

Mój Łódzki Patchwork

Zakątek Sylwusiowy

Sylwuniu! Lewkonie będą? Przywieziesz na Dzień Matki?

Nie kochaniutka! Nie posiał!

Dostawca lewkonii zawalił tego roku i lewkonii nie posiał.

Kopereczek?

Kopereczek i pietruszeczkę. Jabłuszka. Wczesną jesienią malinóweczki. Zaraz potem renetki. Śliweczki węgiereczki i tak dalej… Przez kapustkę młodą niedawno ukiszoną, pyszną aż ślineczka leci! Hej!

W zdrobnieniach lecimy przez cztery pory roku. Warzywnie, owocowo.

Na rogu u Sylwusi. Zawsze miło, sympatycznie. Tutaj kupuje się oko w oko, pęczek w pęczek. Osobowo. Do witamin w naturze dołączone są krótkie rozmówki na dobry dzień. Działają lepiej niż suplementy diety!

Pan Sylwuś, w odróżnieniu od Sylwusi, prowadzi handel dojazdowo. Dojeżdża z okolic Łodzi.  U pana Sylwka kupuje się warzywa, owoce, owszem też. Kupuje się prosto z wozu, zwanego furgonetką.

U pana Sylwka zdrobnień nie ma, ale są tytuły.

Pani kierowniczko!

Albo:

Szefowa! Co podać?

Do pana Sylwka chodzi się po ziemniaki. Bankowo dobre każdego roku. Winiety albo Irgi przeważnie.

Tutaj Wielki Black Friday jest co wtorek!

Tylko się wspiąć trzeba po schódkach.

Kto w Łodzi urodzony jest i zasiedziały, wchodzi właśnie tak: po schódkach, nie: po schodkach.

Idzie: po lewo i po prawo.

Wychodzi się na dwór. Łódź to nie Kraków, żeby zaraz na pole wychodzić! Musowo na dwór!

W Łodzi, kiedy wyjdzie się na dwór, wsiądzie do tramwaju, żeby dojechać np. do Pietryny, miga się czasami kanarowi migawką, czyli biletem okresowym.

Tutaj nie potrzebuję migawki. Wspinam się po schódkach. Wtapiam w gromadkę. Niektórzy czekają już przed otwarciem. Trzymają wielkie niebiesko-żółte torby z IKEI. O, ta z dredami, ta z filmówki już jest! Szeptem lecą informacje do tych tych, co pierwszy raz się pojawili na wielkie łowy, na wyprzedaż wszystkiego po złotówce! Obojętnie, czy 100% jedwab, 100% kaszmir, czy markowy ciuch, czy chińszczyzna. Ludzie wpadają w rytm buszowania, macania, zgarniania wszystkiego z wieszaków i napychania przepastnych toreb z IKEI. Nie przymierza prawie nikt. Po co.  Każda rzecz po złotówce.

Po jakimś czasie Wielkie Szuru-Buru po szmatach, butach, torbach, przycicha. Robi się pusto. Jutro nowa dostawa. A dokładnie za tydzień Wielkie Polowanie od nowa.

Rozpiska tygodnia second-handu i moje jedwabne 100%, złotówkowe zdobycze.

Pan Karol jest ludzki i łódzki w każdym calu

Dziadek czuwa pod sufitem i spogląda na wnuka. Patrzy mu na ręce. Mistrz zapasów swego czasu.

Podziękowania z łódzkiej filmówki. Wiersze w ramkach. Wycinki z gazet. Dyplomy.

Najniżej on sam, pochylony nad butami.  Karol Popławski, mistrz szewstwa. Zawód, który ginie.

Ma Pan następcę? Mam dwie córki!

Jednak chyba nikomu nie chciałbym tego fachu przekazywać. To ciężki zawód.

Da radę? Zobaczymy! Odpowiada pan Karol. Przynoszę mu do podzelowania moje mokasyny, prawdziwe rarytasy marki Pollini  nabyte w seconhandziepo schódkach„, osiem złotych para.

Dla ciekawości, kto nie zna cen, niech spojrzy na ceny w necie ile kosztują nowe buty Pollini.

To się da jeszcze zrobić? Moje stare Martensy do łażenia po górach, dolinach, Podeszwa z prawdziwego kauczuku i skóra jakiej już nie ma!  Określił pan Karol ze znawstwem. Patrząc na weterańskie buciory, komletnie „zajeżdżone”, zwątpiłam, czy jeszcze trochę pożyją.

Pan Karol Popławski je uratował!

Coś ty Karol! Ty sobie nie poradzisz? Dziadek Mistrz, ojciec Mistrz, z góry obserwują. Tradycja obliguje!

Można w nich powędrować  na koniec świata!

Miał facet odwagę!

Na rzut kamieniem wokół chyba z pięć piekarni, a ten się wychyla z chlebem po 9 zł sztuka!

Długo nie zachodziłam. Wstąpiłam. Ciekawość mnie zżerała jak smakuje chleb wypiekany z pasją, czy aby przereklamował, czy „prawdziwy naprawdę”.

Z czarnuszką, chrzanem, dynią. Różny. Wyższa cena, ale jakość! Jakość!

Matthias! Podaj cegłę!

Nikt mu nie podał. Matthias Jurke sam sobie wziął połówkę cegłówki z wypaloną nazwą KLUK. Uzależniony od zbieractwa różnych różności nie mógł się pohamować. Zagarnął z OFF Piotrkowska 138. Cegła KLUKA pojechała do Niemiec pod Berlin. Miejmy nadzieję, że Matthias nie ma zamiaru odbudowywać berlińskiego muru…

Nawet mu nie zdążyłam powiedzieć, że bierze cegłówkę z miejca zaliczonego do siedmiu nowych cudów Polski, ustalonej przez National Geographic Traveler, z dawnej przędzalni Franciszka Ramischa.

W OFF można zjeść jak wyżej. Zapiekłe. Poniżej graffiti.

 

Po  7-mym razie jesteśmy w Łodzi zakochani naprawdę

Łódź jest szara , brzydka, i tyle kominów! Słyszę często od osób, które się w Łodzi pojawiają i w sinej dali znikają. 

Ja Łodzi bronię, choć nie jestem łodzianką rodowitą, ale Łódź jak się bliżej pozna – co wymaga trochę czasu, to jesteśmy pod wrażeniem! Nie mam na myśli tych wszystkich Obiecanych Ziem Scheiblerów, Herbstów, Poznańskich i tak dalej w przewodnikach…

Łódź nas „bierze” na swoje tajemnice, które trzeba odkryć, np. takie jak Pasaż Róży, Piotrkowska 3.

Pasaż Róży, Piotrkowska 3. Tajemnicze podwórko z niesamowitą historią. Sprawdźcie sami.

Wydeptując codzienne ścieżki, przestajemy zauważać z czasem unikalność miejsc, w których mieszkamy.

Tymczasem one są unikalne, bo „nasze”. Tylko spójrzmy na nie innym okiem!

Moja „unikalna” aleja jesionowa w parku Zdrowie. 

H.Janik

https://pamietamyoogrodach.pl/stoi-na-stacji-lokomotywa-i-gada-po-szwedzku/

Zdjęcia:

Marta Niemczykowska

Pasaż Róży – Google

Graffiti „Tęsknię za tobą Żydzie” – Joanna Matusik