DSC03415 (2)

Jest czwarta nad ranem i skończył się grudzień

Jest czwarta nad ranem, już kończy się grudzień.

List piszę do Ciebie.

Do siebie samej też.

Czy dobrze się czujesz?

Podobno budujesz swój własny dom?

Nie!

Żałuję bardzo! Nie miałem czasu zbudować domu moich marzeń!

Zwierzył się T.

T. był stary, utytułowany, nagradzany prestiżowymi nagrodami w przeróżnych konkursach.

Zaczęłam się śmiać. Kolejny szewc bez butów.

Z pamięci wydobyłam listę architektów, których poznałam w swoim życiu.

Naliczyłam 10-ciu, płci obojga – architektek i architektów.

J. był pierwszy. Zaprojektował, sam zbudował od podstaw, własnymi rękami. Instalacje, kominki, ogrzewania – samodzielnie. Zaprojektował też meble. Jedynie dach kładł razem z fachowcami. Wokół domu założył ogród – tu małe rosarium, tam lawenda, jabłoń, śliwa etc. Dla ukochanej żony  dzieło swojego życia stworzył.

J. był wyjątkiem jak poźniej się przekonałam.

Jak długo pracowałeś nad projektem swojego domu F.?

Ja go nie projektowałem! Kolega zrobił projekt. Nie miałem czasu!

Wyznał szczerze F.

Po J. i F. spotykałam już  samych bezdomnych architektów, którzy mieszkali w wynajmowanych lokalach. Domy mieli w głowach. Cudze. Nie swoje.

Mnie się marzy mały domek! Szukam działki do kupna! Może zbudujemy razem „bliźniaka”? Taniej będzie!

Nie zdążyłam dać odpowiedzi w sprawie ewentualnej wspólnej budowy, B. wyjaśniła:

Nie mogłam już dłużej czekać! Mój mąż jest architektem, czekałam 20 lat na domek. Nie doczekałam się! Zostawiłam go. Moje dzieci muszą mieć dom! To im się należy!

Z B. widziałyśmy się wtedy pierwszy raz w życiu i od razu zaproponowała mi budowę ,,bliźniaka”!

Niech pani idzie za mną! Pokażę jak sobie urządziłam mieszkanko.

Wchodząc po schodach, przeszłyśmy na ,,ty”.

Na razie musi nam to wystarczyć!

Mała powierzchnia. Ona, dwójka dzieci, pies. Przyciasnawo, ale przytulnie, z artystycznym klimatem. 

Tu łazienka! Zobacz!

Po niespodziewanej propozycji wspólnej budowy, wryło mnie po raz drugi z wrażenia: w łazience, oprócz niewielkiej kabiny prysznicowej, wciśnięta była pralka, zamrażarka. Na ścianach tłoczyły się półki, półeczki, lustra.

Przy sedesie stały sztalugi.

Tak właśnie wygląda moje malarskie atelier! Nigdzie nie mam miejsca do malowania, tylko tutaj!

B. była malarką.

Do tego wszystkiego jakimś cudem B. wstawiła donicę z dorodnym fikusem wyrywającym się do łazienkowego okienka.

Na sedesie siedzę, maluję i myślę o małym domku! Fikus mnie inspiruje! Obrazy sprzedaję i oszczędzam na działkę.

Podsumowała B.

Pani jest żoną tego, tego, tego… architekta! Niemożliwe!

Prawda! Jestem żoną tego, tego, tego…

Architektka, do której B. po kilku miesiącach udała się po projekt, wpadła w atak śmiechu.

Koniec końcem: B. zbudowała własny, przytulny domek z ogródkiem w ciągu najbliższego roku. Wreszcie miała wymarzoną, przestronną pracownię, gdzie mogła spokojnie malować obrazy. Dzieci osobne pokoje. Pies biegał po trawniku.

Mąż – architekt zaczął zaglądać do rodziny.

Jestem dumny ze swojej żony! Prowadząc budowę nie przerywała pracy, a przecież miała dwójkę dzieci i psa! Usłyszałam kiedyś z jego ust.

Oraz: architekta w tle. Pomyślałam. To było dopiero wyzwanie! Zbudować dom dla samego architekta!

Tak się spełniło marzenie niesamowitej malarki, która straciła w pewnym momencie cierpliwość i wzięła sprawy w swoje ręce. Dopięła swego. Polka potrafi!

A ty? Jak tam postanowienia noworoczne spisane pod koniec kończącego się grudnia? W kącie leżą i wyją? Może chichot słyszysz? Drwią z ciebie, że miałeś być nowy ty i znowu nic z tego! Po kilku dniach wymówki szukasz, żeby się od siłowni wymigać, od słówek z angielskiego, od diety odchudzającej itd.

Wizji może zabrakło? Determinacji? Walki na życie, śmierć,  zawściekłości o słuszną sprawę.

Co takiego cię wytrąciło z listy pełnej marzeń, spisanych z nadzieją po raz któryś. Co?

Inspiracji ci zabrakło?

Może trzeba fikusa kupić i wstawić do łazienki jako inspirację, muzę dnia codziennego?

Może jeszcze nie wszystko stracone, dopiero siódmy dzień 2020!

A nuż Ficus benjamina, retus, elastica, lyrata… uratuje marzenia o naszym nowym ja? Spróbuj!

H. Janik

Zdjęcia: Marta Niemczykowska

Tak mi się przypomniało…

Jest czwarta nad ranem, już kończy się grudzień.
List piszę do Ciebie: Czy dobrze się czujesz?
W New Yorku jest zimno, poza tym w porządku-
Muzyka na Clinton Street gra na okrągło.
Podobno budujesz swój własny dom
W głębi pustyni.
Od życia nie chcesz już nic,
Lecz musiałeś zachować wspomnienia.
A Jane do dziś kosmyk włosów ma Twych
Wiem, że gdy dawałeś go jej
Myślałeś o tym by zwiać,
Lecz niełatwo jest zwiać…
Gdy tu byłeś ostatnio, wyglądałeś jak starzec:
Podniszczyłeś swój słynny niebieski prochowiec.
Do każdego pociągu wychodziłeś na dworzec-
Bez swej Lili Marlen pojechałeś do domu.
Dałeś mojej kobiecie
Swego życia ledwie strzęp;
Nie jest już moją żoną
I Twoją też nie…
Ciągle widzę Cię z tą różą w zębach, choć wiem,
Że to tani był greps,
Lecz spodobał się
Słynny niebieski prochowiec tłum. Maciej Zembaty