OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wódki!… – zawołał Stachu w Skierniewicach

Znajomość języków obcych otwiera okna i drzwi bez wytrycha. Jest dostępem do informacji. A kto ma właściwe informacje może mieć kasę, a jak kasę, to i władzę nawet.
Nasz bohater Stachu, angielskiego się uczył, żeby zdobyć wybrankę swego serca i przez tę znajomość obcego języka, stracił ją.

Czyli co?

Uczyć się tych języków, czy zaprzestać mozolnego wkuwania słówek i wydawania pieniędzy na lekcje prywatne, skoro wszystko możemy stracić.

Nie jestem pewna, czy młodsze pokolenia, posyłane na lekcje angielskiego od żłobka, słyszały o Stachu Wokulskim oraz o Izabeli Łęckiej, wybrance jego serca.

Jeżeli nie słyszały, bo umknęło im to z przeczytanych bryków, przypominam historię z życia XIX-wiecznego biznesmena, Stacha Wokulskiego.

Stachu śmiały, odważny, dzisiaj powiedziałoby się o nim przedsiębiorczy, z głową na karku. Jak projekt sobie umyślił, to go z sukcesem kończył obojętne, czy Krym, Syberia, Bałkany, Warszawa.

Stachu był połączeniem Kulczyka z Chodorkowskim, żeby przybliżyć osobowość chłop na schwał. Jak mówił o nim jego wspólnik Suzin nie można go było zabić wachlarzem.

W tamtych czasach, w których księżniczki nie wychodziły jeszcze za mąż za swoich ochroniarzy, a książęta nie żenili się z bizneswomenkami jak skarbiec pustoszał, Stachu zakochał się na śmierć i życie w Isabelle, arystokratce.

Przestrzeń oddzielająca świat Stacha od świata Izabeli była ogromna, praktycznie nie do pokonania. Arystokratki, takie jak Izabela, nie mogły wychodzić za mąż za Wokulskich, dorobkiewiczów bez glejtu na arystokratyczność. Choć panna Izabela w wieku lat 25 uchodziła w tamtych czasach już za podstarzałą i posagu nie miała, za nie-arystokratę pójść za mąż nie uchodziło.

Dla Stacha problem pieniędzy nie istniał – mógł jej zanieść brylantów może na dziesięć, może na piętnaście tysięcy rubli. On się jednak zadurzył jak trubadur. Uparł się na romantyczność. Tu leżał pies pogrzebany.

Nie chciał panny wabić brylantami, choć do skąpców nie należał. Chciał prawdziwego uczucia.

I co? Po wielu zabiegach już wydawało się że był w ogródku, już witał się z gąską, ale ta feralna wspólna podróż!

Ona, on, tatuś Łęcki i to ladaco kuzyn Karski.

Może niektórzy sobie przypominają tę scenę z kolejowej salonki?

Izunia zaczyna szczebiotać z kuzynem po angielsku, przekonana, że Stachu nie rozumie. On jednak już zawczasu, żeby jej się przypodobać, mimo natłoku zajęć jeszcze znajduje czas na angielski.

Słucha zdumiony. Nie wierzy własnym uszom. Łuski z oczu opadają. Bolesna świadomość dociera do niego, w kim się zakochał, kim tak naprawdę jest Isabellle. Nie chciałby tego wiedzieć, ale musi przyjąć do wiadomości, że jego wybranka jest pusta, niewierna, lekkomyślna panna.

Wyskakuje jak oparzony. (To się zdarzyło w Skierniewicach).

„– Wódki!… – zawołał.

Zdziwiona bufetowa podała mu kieliszek. Podniósł go do ust, ale uczuł ściskanie w gardle i nudności i postawił kieliszek nietknięty.

Możecie sprawdzić – rozdział trzynasty Lalki, Bolesław Prus. Alkohol nie został przez Stacha skonsumowany. Nie uśmierzył swojego wyższego stanu świadomości procentami. Cierpiał, ale przetrwał.

Czeka na peronie pierwszym w Skierniewicach. Pociąg TLK Łęcka Łódź-Warszawa śmiga mu przed oczyma, on się nie ugnie w postanowieniu – nie wsiada.

Farewell, miss Iza, farewell! – krzyknie.

Czeka. Myśli. Że jednak języki obce to potęga… Że lepiej mu na tym peronie w Skierniewicach niż z Izabelą!

Mają gorzej dzisiejsi Wokulscy, choć angielskim władają biegle. Przydałby się jeszcze chiński, koreański, może tajski.

Kto ma informacje – ma szanse na pieniądz.

Kto ma pieniądz – to i szansę na władzę nawet.

I zrozumiesz o czym mówią takie egzotyczne Izabelki…

HJ

Kto ma informacje – ma szanse na pieniądz.

Kto ma pieniądz – to i szansę na władzę nawet.

I zrozumiesz o czym mówią takie egzotyczne Izabelki…

HJ

PS

Kto nie podróżuje pociągami (większość już nie), może skusi się odwiedzić Stacha? Dworzec jest nietypowy – ma coś z czasów Wokulskiego, ma klimat niedawnej historii. W przyjemnej kawiarence można zjeść skierletkę, czyli szarlotkę po skierniewicku. Są też przodownicy na ścianach, o tu poniżej. Nie przegnano ich precz – trwają jak Stachu.

https://www.youtube.com/watch?v=zaQVepd5ysk Wiek XX. Znowu Isabelle.

Zdjęcia: CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=500763, Public Domain, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=633804