DSC00302

Jego czasy, złote czasy

 

Termin „wiek złoty” użył znany badacz epoki Jacob Buckhard (1818 – 1897), szwajcarski badacz kultury w dziele „Kultura odrodzenia we Włoszech”.

Wiek XVI – nazwany złotym, w którym żył Jan Kochanowski był splotem dwóch potężnych prądów epoki – reformacji i humanizmu.

One nadały epoce twarz.

Humanizm – silnie podkreślający harmonię duszy i ciała nakierowywał myśl ludzką ku filozofii antycznej. Intelektualne inspiracje płynęły z kultury starożytnej Grecji i Rzymu.

Wieki średnie porządkowały rzeczywistość w duchu hierarchicznym, co wynikało z założeń filozofii scholastycznej. Zgodnie z nimi byty miały się wznosić stopniami: od materii poprzez istoty cielesno – duchowe.

Tak pojmowana była również władza, zarówno świecka, jak i kościelna. Nie inaczej wyglądały średniowieczne uniwersytety.

Uwaga humanistów skupiała się natomiast na człowieku i jego miejscu w świecie.

Pod wpływem nowych idei, zmieniających się warunków społeczno-gospodarczych, dokonał się niezwykły przełom umysłowy, który zadecydował o obliczu XV i XVI wieku.

Ideałem wieku złotego staje się humanista, człowiek wszechstronnie wykształcony.
Zaczęto postrzegać człowieka jako obraz Boga obdarowanego wewnętrznym potencjałem, który należy samodzielnie rozwijać.

Kultura antyczna nie była czymś nieznanym do tej pory. Zaznaczała się w obecności łaciny jako języka uniwersalnego oraz w znajomości starożytnej filozofii (na przykład filozofii Arystotelesa, która od XIII wieku byłą znana i szanowana).

Recepcja wiedzy o starożytności w czasach renesansu nabrała jednak wymiaru odmiennego.

Rodzi się nowy człowiek ze swoim hedonizmem i ze wszystkim co ludzkie.

Nowe prądy umysłowe szły w parze z przemianami politycznymi i ekonomicznymi – rozwijały się miasta, coraz większego znaczenia nabierała gospodarka towarowo – pieniężna.

Kościół w innych warunkach społecznych, pod wpływem nowych prądów umysłowych, wymagał reform.

Coraz śmielej kwestionowano władzę papieża, mówiono o wyższości władzy soboru nad papiestwem.

Doktryna ta zwana koncyliaryzmem, głoszona przez część teologów, prawników i przedstawicieli wyższego duchowieństwa na kolejnych soborach XV – w Pizie (1409), w Konstancji (1414 -1418) i w Bazylei (1431 – 1439), stała się w konsekwencji jedną z ważnych przyczyn reformacji.

Dlatego też wystąpienie Marcina Lutra w 1517 roku, uważanego za duchowego ojca reformacji i przybicie przez niego słynnych 95 tez nie było oderwane od tego, co działo się wówczas w Europie.
Rewolucja to tylko kwestia pierwszego kroku jak kamyk może wywołać lawinę, tak determinacja Lutra wyzwoliła przemiany, których nie spodziewał się nawet sam niemiecki reformator.

Za Lutrem pojawili się inni – Ulryk Zwingli w Szwajcarii, po nim reformację kontynuował Kalwin.

Pojawienie się na ziemiach polskich nowych konfesji religijnych – luteranizmu i kalwinizmu nie było czymś nadzwyczajnym.

Rzeczpospolita nie była jednolita ani etnicznie, ani religijnie.

Miało to niewątpliwy wpływ na narodziny późniejszej tolerancji oraz bogactwo kultury.
„Nowinkarze” z Zachodu Europy, luteranie i kalwini, znaleźli swoje miejsce obok prawosławnych, Ormian, Rusinów, Żydów obok muzułmańskich Tatarów.

Charakter ruchu reformacyjnego w Rzeczpospolitej był inny niż na Zachodzie, albowiem reformacja w naszym kraju odbyła się praktycznie bez krwawych wojen religijnych, jakie wybuchały w Europie, na przykład we Francji, czy w Niemczech.

Dawaliśmy schronienie tym, którym we własnej ojczyźnie nie pozwolono na głoszenie własnych przekonań i praktykowanie kultu według własnego sumienia.

Schronienie znaleźli w niej bracia czescy, holenderscy menonici, włoscy myśliciele i teologowie.

Można się zgodzić ze stwierdzeniem znanego historyka Janusza Tazbira, że Rzeczpospolita obeszła się prawie bez stosów.

 

Marta Niemczykowska

 

 

 

Zdjęcia: Władek Juszkiewicz

U góry: figura Stańczyka w Muzeum im. Jana Kochanowskiego w Czarnolesie:

Na dole: zamek w Janowcu z XVI wieku, niedaleko Czarnolasu.